życiowe błędy
Blog

Jak nie popełniać życiowych błędów?

Nie nazywać swoich doświadczeń błędami, proste? Mogłabym się na tym zatrzymać, ale nie jest to takie proste. Jesteśmy od małego przyzwyczajani do patrzenia na swoje życie i doświadczenia w kategoriach postępów, sukcesów i błędów – nic więc dziwnego, że ciężko się z tego schematu wyrwać.  

Kiedy to się zaczęło?

Dobrze byłoby usłyszeć, że w szkole, ale życie się zmienia i teraz maluchy w trzylatkach mają już podstawę programową. Jestem z wykształcenia psychologiem, mam za sobą prawie 10 lat doświadczenia pracy z dziećmi i młodzieżą, a ta informacja odebrała mi mowę. Skoro maluchy mają podstawę programową, czyli już w tym momencie wchodzą w tryb – wyrabiania się lub nie. Mam nadzieję, że zajęcia i podejście jest dostosowane do wieku, ale to nadzieja. W historii swojej pracy spotykałam się z rodzicami, którzy sami podkręcali opiekunów i nauczycieli  swoich dzieci, chcąc ze swoich pociech zrobić leader’ów, już w przedszkolu, z pominięciem ich kształtowania, rozwoju, czy choćby predyspozycji. Wpadamy w schemat, kiedy spotykamy się z edukacją. Na poziomie przedszkola poza podstawą programową to mogą być tak proste doświadczenia jak wybór prac, które zawisną na korytarzy przy drzwiach, w szatni, tych które są bardziej wypromowane tych naj…., ale co naj…? No właśnie są subiektywnym wyborem opiekunów i opiekunek, którzy starają się wybrać te najbardziej reprezentatywne, pomijając wiele innych nie mniej ważnych kryteriów – najwięcej włożonej pracy, pokonanie swoich trudności, kreatywne podejście itd. Później jest już tylko mocniej. Dostajemy prace, w których błędy pozaznaczane są na czerwono, żeby nam nie umknęły wraz z wyrokiem jakim jest ocena. A przecież można by odwrócić ten cykl i zaznaczać może na zielono – to wszystko co jest w pracy dobrze. Choć ideałem byłoby by nie zaznaczać – bo jestem ciekawa kto z Was ma takie doświadczenie, lęku wymieszanego z zawstydzeniem by ktoś inny nie zobaczył, ile jest czerwonych śladów na waszym sprawdzianie czy pracy? Ja mam

I co dalej?

A dalej ten schemat wspierają dorośli również z spoza szkoły. Rodzice, opiekunowie, dziadkowie i ciocie, wujkowie itp.. Tu przywołajmy: 

  • Zdolny, ale leniwy,  
  • Stać Cię na więcej, 
  • A Kazik z 4c jakoś dostał…., 
  • Masz tu [kwota] za dobre oceny. 
  • Jak się bardziej postarasz, to Ci się uda, 
  • Znowu musiałem_łam się za Ciebie wstydzić, 
  • Inni jakoś potrafili się nauczyć. 

A każdy z nich jest bliżej lub dalej związany z oceną w szkole – a ocena w szkole nie jest niczym innym jak systemem zaznaczania błędów i oceny sukcesów. A dalej mamy już egzaminy, matury, rankingi, a po nich znowu egzaminy, a jak już umęczeni tym wyścigiem wchodzimy w dorosłość to często wpadamy w tarrgety1 i liczby, które są wskaźnikiem czy idzie dobrze, a idzie dobrze, kiedy nie popełniamy błędów. Więc idąc do przedszkola nieuchronnie wchodzimy w narrację i postrzeganie życia jako sukcesy, porażki i błędy. Nie ma w tu miejsca na zaciekawienie się tym, że ktoś coś zrobił inaczej, inaczej zrozumiał. Pamiętam Panią od matematyki, która uczyła nas rozwiązywania zadań w określony sposób – nawet jeśli zrobiło się dobrze, choć inaczej – a wynik się zgadzał wpadało 0 punktów i wiadoma ocena. 

Jak to przerwać?

Ćwiczyć inne możliwości. Zacząć od uważności na wybierane słowa – te których używamy w rozmowach, tych które są w naszych myślach. “Nie udało mi się “- można zmienić na – tym razem nie zrealizowałam celu – tak, określenia czasowe mają znaczenie – tak samo jak używanie generalizacji. Bo to, że dziś czegoś nie zrobiłam nie znaczy, że nie zrobię tego jutro, pojutrze czy za tydzień. Jeśli coś nie idzie po Twojej myśli przyglądaj się konsekwencjom i staraj się ich nie oceniać. Jeśli nie wyrobiłam się na czas z wnioskiem i nie dostałam jakiejś dotacji to mentalny wycisk nic już nie zmieni. Jedni nazwą to lekcją, ja idę o krok dalej – i do tego Cię zachęcam i nazywam to doświadczeniem. To, i to co sprawia mi radość i ktoś inny nazwie to sukcesem – to dla mnie również jest doświadczenie. I dzięki temu, że jest to jedno i to samo słowo nie ma w nim oceny. Ba! Mamy w życiu różne doświadczenia – i nie jest to żadna prawda objawiona więc dużo łatwiej jest przyjąć te które wiążą się z trudnymi czy nieprzyjemnymi emocjami. Nie zachęcam Cię do bagatelizowania trudów czy pomijania, konsekwencji, zachęcam Cię do wyciągania wniosków bez oceny by łatwiej było z nich skorzystać. Różnorodność osobistych doświadczeń powoduje, że możemy szukać swoich indywidualnych sposobów na wychodzenia z błędnego koła. Jednak nie wydarzy się to bez Twojej świadomej decyzji, ćwiczenia, szukania i nie poddawania się. To co mi służy to praktykowanie wdzięczności, które ogólnie wpływa na zmianę postrzegania siebie, otoczenia i sytuacji których doświadczamy. Kiedy każdego dnia znajdziesz 3 rzeczy, sytuacje, osoby, to za co sobie jesteś wdzięczna_y nawet najgorszy dzień zyska inną aurę.  

Co to ma wspólnego z zasobami?

Ponieważ tak pracuję i staram się taką wizją zarażać pokażę Ci jak ja to widzę. Postrzeganie życia w kontekście ocen i błędów oraz reakcji dorosłych budzi w nas część, którą można nazwać wewnętrznym krytykiem. Taki nasz wewnętrzny kawałek, który nas strofuje, osądza, umoralnia, czasem próbuje postawić do kąta – dokłada nam nieraz cierpienia – wpędza w poczucie winy. Wykształca się, bo był karmiony i dokarmiany przez lata i system edukacji i często innych dorosłych. Wewnętrzny krytyk nie ma w zwyczaju widzieć zasobów i na nich się opierać. Dlatego warto jest włożyć w to swoją osobistą pracę, by uczyć się go balansować. Ta część jest nam potrzebna, ale w określonej wersji takiej która nam służy. Kiedy pracujemy nad zasobami, uczymy się je dostrzegać w sobie i na zewnątrz. Pokazuje to inną perspektywę i daje mocne argumenty, których możemy używać w dialogu z wewnętrznym krytykiem. Im więcej mamy zasobów tym więcej argumentów, im szerzej widzimy tym trudniej będzie tej czasem gderającej części nas zatrzymać i zbombardować wszystkie nasze pomysły. Jednocześnie, kiedy patrzymy na siebie z perspektywy zasobów wzmacniamy samoocenę, poczucie skuteczności, pewność siebie, a to sprawia, że narracja popełniania życiowych błędów przestaje pasować. Z mojego zawodowego doświadczenia wynika, że z perspektywy czasu – to co początkowo nazwaliśmy błędem, inaczej nazywamy i przy zatrzymaniu się na chwilę na tamtym wydarzeniu i aktualnej sytuacji dostrzegamy – też te dobre strony, plusy. A więc mamy to w sobie. 

Takie jest moje widzenie, a Ty co o tym myślisz? Zachęcam Cię do podzielania się swoją perspektywą, wierzę, że możemy się wzajemnie inspirować i uczyć od siebie. 

2 komentarze

  • Natalia

    Świetny tekst, niestety, bardzo dobrze opisujący dzisiejszą rzeczywistość, w której większość z nas od dziecka bierze udział, w tym codziennym wyścigu. Oby większa świadomość zmieniała tą tendencję, do oceniania w coraz młodszym wieku :))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.