jak żyć?
Blog

Jak żyć? Jak czuć? Jak myśleć?

Kto z nas nie zadał sobie tego pytania, czy ….to jest OK? Ostatnio coraz częściej zatrzymują mnie nagłówki w narracji: Pijesz czarną kawę? Robisz to źle, sprawdź, dlaczego. Absurd, czy można pić kawę źle? I kto ma monopol na ustanowienie jakie picie jest dobre. Dlaczego tak jest? Dlaczego oddajemy prawo do mówienia nam jak żyć, czuć i pić kawę innym? Sami poszukując takich odpowiedzi.  

Różnice

różniceJak nigdy wcześniej mamy dostęp do dostrzegania różnic. Różnic na prawie każdej płaszczyźnie życia. Wciąż są tematy uznawane za tabu, ale możemy znaleźć naprawdę dużo więcej informacji o różnorodności niż nasi rodzice czy dziadkowie. Taki stan rzeczy niesie ze sobą jak zawsze minimum dwie strony. Jedna, edukacja, poszerzanie horyzontów co jest fantastyczne. Dzięki ogólnodostępności informacji możemy dzielić się wiedza i odkryciami w czasie prawie rzeczywistym z ludźmi oddalonymi o setki tysięcy kilometrów w tym samym czasie. Poznawać odległe kultury czy widzieć miejsca, do których nie wiadomo, czy uda nam się dotrzeć. I to jest super. Jednak jest też druga strona. Mamy dostęp do myśli i zdjęć masy ludzi. Bliskich, dalszych nam osób. Autorytetów, gwiazd i celebrytów, możemy podejrzeć kawałki ich życia. No właśnie kawałki. Ten dostęp pokazuje nam, jak różnie myślimy, jak różnie widzimy te same sprawy, sytuacje zdarzenia. Ponieważ mamy w sobie dwie potrzeby przynależności i autonomii to szukamy swojego miejsca. Jednak to zadanie wydaje się niemożliwe. Jest nas zbyt dużo i jesteśmy zbyt różni. Jednocześnie próba umiejscowienia się gdzieś opiera się na naszych fascynacjach, podziwie, czy tym, kto budzi w nas autorytet, jednak kiedy pojawiają się sprzeczności, zaczynamy doświadczać frustracji. Jedna osoba ma tak, ale ta druga zupełnie inaczej, ktoś powiedział coś, a ja sam to w ogóle mam inaczej. I kto ma racje? 

Zaufanie

Nadmiar treści uderza w nasze zaufanie do siebie. Widząc mnogość rozwiązań, mogąc zobaczyć i odnieść swoje myśli i rozwiązania z tymi, których uważamy za autorytety lub których podziwiamy, tracimy zaufanie do własnych myśli i osądów. Wydaje mi się, że to nowy konstrukt. Stąd potrzebujemy sami wypracowywać rozwiązania, nie mając na czym oprzeć się z przeszłości — zobaczyć co już działało. Oczywiście nasi rodzice doświadczali tego w jakimś fragmencie, odnosząc się do sąsiadów, kolegów z pracy jednak ilość osób i adekwatność porównań była inna. To było ich otoczenie, ich rzeczywistość. My natomiast mamy dostęp do tak szerokiego i różnorodnego grona, że nietrudno utracić adekwatność. Punkt widzenia, reagowania oraz rozwiązań, z jakich się korzysta i do których ma się dostęp, zależy od miejsca, w którym się jest i określonej sytuacji życiowej. Niestety mając tak szeroki dostęp do tego jak i co robią inni odnosimy się często nie do tych najbliżej nas, ale tych przez nas podziwianych. Wierzymy, że skoro są autorytetem w jakiejś dziedzinie wiedzą lepiej, wybiorą lepszy kosmetyk, kawę, dietę. Opieramy nasze wybory o ich zachowania, coraz bardziej tracąc kontakt ze sobą, coraz mniej samodzielnie poszukując. Krok po kroku, coraz częściej szukamy odpowiedzi gdzieś na zewnątrz, nie w sobie. To pułapka, bo choć można korzystać z poleceń, inspirować się tym jak ktoś żyje, co robi w życiu, nie szukając sami, pozbawiamy siebie kontaktu z własnym sprawstwem, działaniem i tego co jest jego rezultatem. Przestajemy to trenować. Jednocześnie co jakiś czas w naszym życiu pojawiają się sytuacje w których nie ma, jak znaleźć odpowiedzi, odnieść się do poleceń. Życie dzieje się w tu i teraz, brak treningu i przyzwyczajenia powodują, że rodzi się frustracja i poczucie zagubienia – nie wiem co zrobić, nie wiem, gdzie szukać odpowiedzi.  

Nasz skarb

spokójChoć może zabrzmi to patetycznie, może trywialnie, ale każdy z nas ma to w sobie. Ma intuicje, która opiera się na NASZYCH wcześniejszych doświadczeniach. Stąd wiemy, gdzie byliśmy i do czego jesteśmy zdolni, mamy też dostęp do naszych ograniczeń. Intuicja nie jest w niczym gorsza od zdania i pomysłów autorytetów czy innych znanych osób. Nikt nie jest specjalistą, od Twojego życia bardziej niż Ty. Nie mniej branie odpowiedzialności za podejmowane decyzje jest trudne. Kupując z polecenia książkę, odkurzacz inaczej przyjmiemy, kiedy nam nie podpasuje niż gdy rzucimy pracę, bo ktoś rzucił albo tak doradził, ale my zostaniemy z płaceniem rachunków w przyszłym miesiącu. Ta osoba nie przejmie za nas odpowiedzialności niezależnie czy naszą decyzję oparliśmy na jej historii, poleceniu czy nawet radzie. To, co jest w aktualnej rzeczywistości mocno zagrożone to gotowość do bycia ze sobą w kontakcie. Poznawania siebie, swoich zasobów, rozumienia swoich potrzeb i umiejętności zarządzania emocjami. Tak by nie podważać ich czy szukać wytłumaczenia tego co czujemy u innych, ale w sobie. Złość, złości nierówna i można być trzy lata lekarzem w Warszawie i trzy lata lekarzem w Londynie i będą to inne doświadczenia. Dlatego praca w terapii nad sobą w kontekście nie leczenia, ale wzmacniania swoich konstruktów, znaczeń, pewności siebie i zaufania do siebie wydaje mi się teraz tak ważna. Coraz częściej w trakcie spotkań tematami sesji są media społecznościowe, wypowiedzi influenserów czy napotkane treści. To oczywiste, że są ważne, bo stały się częścią życia wielu z nas, moją również prowadząc kanały zawodowo. Jednak to, czego potrzebujemy to uczyć się siebie, by móc łapać balans i nie zatracać siebie. Coraz częściej sama czuję, że to nie jest bezpośrednia praca dotycząca mediów i co w nich, a nas, mnie i tego co we mnie, moich wartości i umacniania moich wyborów.  

Korzystaj, neguj, decyduj

Absolutnie nie jestem fanką odizolowywania się od tego co jest znakiem naszych czasów. Nie zawrócimy biegu zdarzeń. Zamiast z tym walczyć, można się uczyć z tego korzystać i się nie zatracać. Dostępność do różnorodności ma swoje zalety, choćby edukacja, o której pisałam, nie ma więc powodów, by nie korzystać z tego, co tworzą i podpowiadają inni. By nie wpaść w pułapkę, potrzebujemy przybyłe informacje sprawdzać ze sobą. Nie przyjmować ich jako prawdę absolutną, której nie ma. W praktyce, patrzę, słucham, czytam i sprawdzam, co się we mnie budzi, zgoda czy niezgoda. Jak ją rozumiem, co sprawia, że ta osoba ma tak, a ja mam inaczej. Spróbować to pooglądać z różnych perspektyw z ciekawością. Nie, by wydać werdykt Twoje złe moje dobre lub odwrotnie, ale żeby zobaczyć, to jest takie, a moje takie. I KROPKA. Koniec. Próbujemy widzieć świat 0-1, kiedy on sam w sobie taki nie jest i nie ma prawa być. Dlatego nie będzie jednej dobrej drogi. I to jest super, bo możemy się ze sobą nie zgadzać i w różny sposób dochodzić do podobnych miejsc, co najważniejsze nie robiąc rzeczy wbrew sobie.  

Terapia obrywa rykoszetem

W czasach, kiedy wiele osób wypowiada opinie o “wszystkim” niezależenie czy się na tym zna dobrze, średnio czy wcale, nie dziwi, że wpływa to na oczekiwania dotyczące terapii. Skoro ludzie niezwiązani ze zdrowiem psychicznym mówią, jak żyć, to tym bardziej specjalista powinien udzielić nam odpowiedzi co i jak zrobić. Oczywiście moglibyśmy, ale czym różniłoby się to od tego, do czego jest powszechny dostęp. I czy realnie to pomagałoby komukolwiek? Wątpię. Sesja terapii to 50 min, a później życie toczy się dalej. Dlatego właśnie nie mówię, jak żyć tylko pracuje nad wzmacnianiem osobistych zasobów klienta. Bo nie pójdę z nim do pracy, nie będę w trakcie konfliktu z bliską osobą. Nie mam być osobie klienckiej niezbędna do życia. Wręcz przeciwnie ma tak budować swoje kompetencje w trakcie procesu, by czuć się jak najbardziej niezależną i sprawczą osobą. Bo terapia nie zaczaruje życia, nie sprawi, że problemy na zewnątrz znikną i będziemy spotykać tylko ciepłych, dobrych, wspierających ludzi. To, co daje to kompetencje do tego, żeby działać w zgodzie ze sobą, ufać sobie i umieć być ze sobą i z innymi niezależnie od efektów naszych działań. Co to oznacza? Terapia nie odrealnia świata, nie sprawia, że już będzie tylko jakość. Daje i wzmacnia kompetencje, żeby w tym życiu takie, jakie jest, żyć. Nie żyć dobrze, czy szczęśliwie, żyć. Poczucie szczęścia to chwile, w których się na tym szczęściu zatrzymujemy swoją uwagę i może być ono niezależne od tego jak wiele się w nim dzieje. Dobre życie, każdy z nas może rozumieć inaczej, więc nie ma jednej określonej definicji. Za to życie. Jest przeżywaniem, życia, takie, jakie jest w poczuciu, że będzie różnie i będę sobie różnie radzić, ale to jest właśnie moje człowieczeństwo i jestem z tym OK. Mam pakiet doświadczeń, zasobów, wiem, gdzie mogę się zwrócić, będę umieć rzucić sobie koło ratunkowe, jeśli to będzie potrzebne. I to wydaje mi się korzystne w świecie, gdzie tak powszechnym staje się szukanie odpowiedzi na zewnątrz.  

Wierzę, że wiesz jak żyć, jedyne czegoś możesz potrzebować to wsparcia, by umieć odnajdywać to w sobie. I jeśli to jest Twoja potrzeba, umów się na spotkanie i sprawdź, czy terapia jest formą rozwoju dla Ciebie.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.